czwartek, 3 lipca 2014

Prolog

Never had trouble getting what I want...
but when it comes to you I'm never good enough
Demi Lovato-Heart Attack


                    Uśmiechnęła się, ale w żadnym wypadku nie był to prawdziwy uśmiech. Przez własną głupotę i słabość do smutnej miny panny Pique, musiała się teraz męczyć na prezentacji nowych zawodników na Camp Nou. Przecież jej to nie dotyczyło, więc dlaczego musi teraz stać obok trenera i szczerzyć się jak nienormalna do aparatów i zaproszonych gości. 
                    Chyba wolałaby teraz siedzieć w Santos i razem z rodziną planować reszcie kuzynów przyszłość, obserwując ich złe miny i wsłuchując się w protesty. Westchnęła i poprawiła okulary, które w niewielkiej części chroniły jej oczy. Barcelona była obecnie najgorętszym miastem w Europie, więc nic dziwnego, że ludzie wyjeżdżali za miasto lub chowali się w klimatyzowanych domach. 
                    - Seniorita Soler! Jakże miło mi pannę ponownie widzieć. - Donel Sanchez podszedł do niej z obleśnym, jak dla niej, uśmiechem i uścisnął jej dłoń. Skrzywiła się lekko czując mocny ucisk, ale nic nie powiedziała.
                    - Senior Sanchez! Nie wiedziałam, że spotkam tutaj... - Nakreśliła obszar boiska. - Kogoś znajomego. Widocznie się myliłam. - Wzruszyła ramionami, uśmiechając się słodko i błagając w myślach, by nie chciał zaczynać tematu swatania swojego syna z nią. - Pan wybaczy, ale zdaje się, że moja bratowa mnie woła. Pan wybaczy!
                    Szybko go minęła i skierowała się do wchodzącej właśnie brunetki, która na jej widok uśmiechnęła się szeroko. Adele odstawiła swój kieliszek i pociągnęła ją za rękę w lewą stronę. 
                    - Adelaide co się dzieje...? - Czekoladowooka nie odpowiedziała tylko popchnęła ją w jeden z korytarzy.
                    - Co? Co się dzieje? Sanchez się dzieje. Widziałam już, że wołał Robrida. Czy ten człowiek mnie wreszcie zostawi? - Wywróciła oczami i oparła się o ścianę, chowając dłoń we włosy. Ściągnęła okulary i wrzuciła je do torebki, którą miała zawieszoną na ramieniu. 
                    Hiszpanka zamyśliła się na chwilę i zagryzła wargę. Znała sytuację z jaką zmagała się Soler i wiedziała, że udziałowiec FC Barcelony jest bardzo zainteresowany połączeniem Adele z jego jedynym synem Robridem, który notable nie chce mieć z ojcem nic wspólnego. 
                    - Mam pewien pomysł.... Ale raczej Ci się nie spodoba. Zaczekaj. - Odbiegła i stanęła przy ścianie szukając wzrokiem swojego męża. Niemal nie pisnęła z radości, kiedy zauważyła z kim rozmawia. Teraz wykonanie jej planu będzie jeszcze prostsze. 
                    - David! - Złapała blondyna za ramię i uśmiechnęła się szeroko. - Musicie mi pomóc! A właściwie to Adele... - wyjaśniła, a brunet obok wywrócił oczami i prychnął, zakładając ręce na piersi. - Theo proszę! Sanchez znowu coś kombinuje z Robridem i Adelaide i nie chce jej chyba odpuścić, a ona sama wygląda jakby chciała kogoś zabić. Nie była tak wkurzona nigdy! Nawet jak Reus wtedy w dogrywce strzelił gola i trzeba było robić karne - odparła jednym tchem i wzięła głęboki wdech.
                    David rozejrzał się zdziwiony po sali i zauważył Donela i Robrida. Drugi nie wydawał się być zachwycony tym, że tutaj jest. Santos spojrzał na brunetkę u swego boku, która próbowała przekonać Thiago do swojego pomysłu, ale Messi tylko krzywo się na nią patrzył. 
                    - Więc co chcesz żeby Theo zrobił? - zapytał, owijając ramię wokół niej.
                    - E... No więc....
                    - Pique nie wiem czyś ty na głowę upadła, chociaż to prawdopodobne, bo za niego wyszłaś... - Wskazał na Davida, który posłał mu mordercze spojrzenie. - Ale prędzej piekło zamarznie zanim ja zrobię coś dla niej. I tym bardziej nie będę...
                    - O nie - jęknęła; Thiago i David spojrzeli w kierunku, w który patrzyła i ona. Cała trójka syknęła cicho, widząc minę Adele. 
                    Thiago zacisnął oczy i zrezygnowany westchnął. Odstawił kieliszek i spojrzał zbolałym wzrokiem na Valentinę, pytając niemo: "Muszę?". Pique zacisnęła tylko usta i spojrzała na niego prosząco.
                    - Masz za przekonywującą żonę Davi - warknął zły i odwrócił się, kierując się w stronę Adele i dwójki Sanchezów. - I co? Raz Messiemu śmierć. - Powiedział cicho do siebie i przywołał na twarz uśmiech. - Adelaide! Wszędzie Cię szukałem, dopiero Valentina powiedziała mi, że na mnie czekasz. - Brunetka spojrzała na niego jak na idiotę i ściągnęła brwi, nie rozumiejąc o co jej chodzi. - Senior Sanchez miło mi pana widzieć. Robrid. - Kiwnął głową w ich kierunku.
                    - Witam panie Messi. Właśnie wspominałem naszej kochanej Adelaide o nowo otwartym ośrodku zaraz za Madrytem. Mam dwa miejsca, ale żona się rozchorowała, a nie chcę by się zmarnowały. Pomyślałem, że Robrid i Adele mogą z nich skorzystać. - Cały czas się uśmiechał, a Thiago zaczynał tracić szacunek jaki poczuł pierwszego dnia w Barcelonie B. Ten człowiek był nienormalny.
                    Adelaide otworzyła szerzej oczy i przełknęła ciężko ślinę, czując jak po kręgosłupie przechodzi jej lodowaty dreszcz. Może od razu zaprowadzi ją i swojego synalka do katedry i wyda ją za syna? To była jakaś komedia i czuła, że zaczyna jej się robić słabo.
                    - Przykro mi, ale raczej na to nie pozwolę.
                    Spojrzała zdziwiona na Messiego. Nie mogła określić dlaczego, ale od ich pierwszego spotkania poczuła nieopisaną nienawiść do niego. I to odwzajemnioną. Rywalizowali w każdej możliwej dziedzinie i szli łeb w łeb. Nigdy nie mogła rozgryźć tego człowieka. Zwykły babiarz, syn legendy sportu Leo Messiego, który według Barcelony zdradził ojca i dał się wypożyczyć do Realu Madryt. 
                    - Nie rozumiem. - Donel odsunął głowę do tyłu i spojrzał na niego zdziwiony.
                    - Pan wybaczy, ale nie pozwolę by pana syn pojechał za miasto, sam z moją narzeczoną. 
                    W jednej chwili wydarzyło się kilka rzeczy. Robrid uśmiechnął się złowieszczo, Donel wytrzeszczył oczy, Adelaide zatoczyła się w ramiona Thiago, a sam Thiago zacisnął wargi, uśmiechając się. A przynajmniej starając się uśmiechnąć. 
                    - C-C-Co?!
                    - Nie słyszał pan? Ach. No tak. - Uderzył się lekko w czoło. - Niewiele osób wie o tym, że jesteśmy razem, a to już prawie rok.
                    - Och. W takim razie... Życzę wam szczęścia. Obojgu.
                    Odeszli, zostawiając Messiego i Soler samych. Kiedy tylko oddalili się wystarczająco daleko, Thiago pociągnął ją za rękę w kierunku zaułka. 
                    Adelaide oparła się o ścianę i wyjrzała zza węgła, rozglądając się czy ktoś nie idzie.
                    - Odbiło Ci?! Co ty sobie Messi mylisz?!
                    - A ty? Ratuje Ci tyłek, a ty się drzesz! I lepiej się zamknij, bo na razie wychodzi, że jesteśmy parą.
                    - Chcę wiedzieć dlaczego, właśnie, jesteśmy parą?! - syknęła wściekła i dźgnęła go palcem w klatkę piersiową, zakładając ręce na piersi.
                    - Valentina powiedziała, ze Sanchez Cię znowu nęka i wybłagała mnie o pomoc. Uwierz, że z własnej woli bym nie pomógł. I mnie też zaczął już wkurzać. Pasuje?!
                    Zmrużyła wściekła oczy kiedy Thiago usłyszał szybkie kroki dochodzące z sali. Co ja robię?! Zdążył jedynie pomyśleć i klnąc pod nosem, przycisnął rozdrażnioną Solar do ściany i pocałował. Adelaide otworzył szeroko oczy, ale usłyszała dźwięk kroków, więc zacisnęła oczy i chcąc nie chcąc udawała nadal.
                    - Adele?
                    - Thiago?
                    Adele powoli odsunęła się od niego i spojrzała w brązowe oczy Thiago, który również się jej przyglądał. Odrzuciła od siebie wszystkie myśli i odwróciła głowę w lewo i wciągnęła powietrze przez zęby.
                    Niecałe cztery metry dalej stał Lionel Messi z Antonellą oraz Kiara Soler. Adelaide odetchnęła z ulgą widząc, że jej ojciec postanowił jednak odpuścić sobie dzisiejsze przyjęcie.
                    - Co tutaj się dzieje? Donel powiedział nam, że od ponad roku jesteście razem i dzisiaj zachowałeś się jak gbur, kiedy odmówiłeś za Adele wyjazdu z Robridem. 
                    - Em... Mamo? Wszystko w porządku. My... Em... My... - Spojrzał zakłopotany na Adelaide, która westchnęła. Toczyła wewnętrzną bitwę. Z jednej strony chciała mu dopiec, ale z drugiej nie chciała czuć się dłużna.
                    - Nie wiedzieliśmy jak to mamy powiedzieć i nie do końca byliśmy pewni czy to wypali, więc woleliśmy...
                    - Adele skarbie. - Antonella uśmiechnęła się do niej ciepło. - Chodzi nam o to, że od czasu dzieciństwa kłócicie się, dogryzacie sobie i rywalizujecie. Niedawno był obszerny artykuł o tym, że próbowałaś wylać na niego butelkę szampana. 
                    I tu ją miała. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz